Nie poleciał do Włoch przez żart o bombie w Pyrzowicach
Odprawa na lot do Trapani na Sycylii zakończyła się dla jednego z pasażerów interwencją służb i utratą podróży. W środę 23 września mężczyzna oświadczył podczas kontroli w Katowice Airport, że w bagażu rejestrowanym wiezie bombę i noże. Funkcjonariusze nie znaleźli nic niebezpiecznego, ale kapitan nie wpuścił go na pokład, a sprawa trafi do sądu.
Do zdarzenia doszło w środę 23 września 2026 roku podczas odprawy biletowo-bagażowej na lotnisku Katowice Airport w Pyrzowicach. Pasażer samolotu do Trapani na Sycylii, obywatel Polski, oświadczył obsłudze, że w bagażu rejestrowanym oprócz bomby i noży nie ma nic niebezpiecznego. Jedno zdanie wystarczyło, by uruchomić pełną procedurę bezpieczeństwa.
Mężczyzna został wylegitymowany, a jego bagaże dokładnie sprawdzono. Do akcji skierowano także przewodnika z psem wyspecjalizowanym w wykrywaniu materiałów wybuchowych. Kontrola nie wykazała żadnych niebezpiecznych przedmiotów. Służby potwierdziły, że sytuacja nie stworzyła zagrożenia i nie spowodowała opóźnień w operacjach lotniczych.
Lot do Trapani bez feralnego pasażera
Mimo że alarm okazał się fałszywy, konsekwencje dla podróżnego były natychmiastowe i dotkliwe. Funkcjonariusze nałożyli na niego mandat w wysokości 500 zł. Mężczyzna odmówił jego przyjęcia, dlatego sprawa zostanie skierowana do sądu.
Równolegle swoją decyzję podjął kapitan samolotu. Dowódca odmówił pasażerowi wejścia na pokład, więc Polak nie poleciał do Włoch. To standardowe uprawnienie kapitana, który odpowiada za bezpieczeństwo rejsu i może nie zabrać osoby budzącej wątpliwości.
Służby każdy taki żart traktują jak realne zagrożenie
Straż Graniczna przypomina, że każde oświadczenie o posiadaniu materiałów wybuchowych lub niebezpiecznych przedmiotów na lotnisku jest traktowane z najwyższą powagą. Nie ma znaczenia, czy pada w formie żartu, ironii czy prowokacji. Uruchamia to interwencję Zespołu Interwencji Specjalnych, sprawdzenie bagażu z użyciem sprzętu i psa służbowego oraz legitymowanie pasażera.
Podobnych przypadków w Pyrzowicach było w ostatnich miesiącach więcej. W grudniu 2025 roku 43-letni mieszkaniec Piotrkowa Trybunalskiego, odprawiając się na lot do Egiptu, oświadczył, że ma w bagażu dynamit. Bagaż sprawdzono z psem, nic nie znaleziono, a mężczyzna dostał 500 zł mandatu i nie wszedł na pokład. Z kolei w lipcu 2026 roku podróżna lecąca do Burgas w Bułgarii powiedziała, że ma bombę w bagażu rejestrowanym. Skończyło się mandatem w wysokości 300 zł i odmową przewoźnika na lot.
Tego samego lipcowego dnia służby interweniowały także przy terminalu C, gdzie pozostawiono bagaż bez opieki. Wyznaczono strefę bezpieczeństwa, powołano sztab kryzysowy i ewakuowano około 50 osób. Właścicielka, która zgłosiła się po walizkę po blisko trzech godzinach, tłumaczyła się roztargnieniem i dostała 500 zł mandatu.
Źródła
Tekst opracowany z pomocą sztucznej inteligencji. Za publikację odpowiada Redakcja Co w Katowicach.
Powiązane materiały
Katowice Airport: 6 mln pasażerów już we wrześniu
Lotnisko w Pyrzowicach przekroczyło granicę 6 mln obsłużonych pasażerów w 2026 roku we wtorek 22 września. Wynik padł o ponad dwa tygodnie wcześniej niż rok temu i potwierdza najszybsze tempo wzrostu w historii portu. Zarządca lotniska prognozuje, że cały rok zamknie się rekordowymi około 7,9 mln podróżnych.
Pomnik ofiar getta w Sosnowcu rozbity. Policja szuka sprawców
W niedzielę 4 października w Sosnowcu zniszczono pomnik upamiętniający ofiary getta sosnowieckiego na placu Braci Kożuchów. Prezydent miasta Arkadiusz Chęciński nazwał to skandalem i zapowiedział odbudowę monumentu na dawnym miejscu. Policja prowadzi postępowanie w sprawie sprawców, a osoby, które widziały dewastację albo mają informacje mogące pomóc, proszone są o kontakt z funkcjonariuszami.
Grzybobranie w lasach pod Katowicami: zagubienie i kontrole leśników
Jesienne grzybobranie w regionie katowickim wiąże się z ryzykiem zabłądzenia. Jak informuje TVP Katowice, w tym sezonie kilkukrotnie zdarzyło się, że grzybiarze tracili orientację, a służby musiały ich szukać. Policja i leśnicy regularnie pomagają osobom, które zgubiły drogę, a Straż Leśna kontroluje, czy obowiązują przepisy. Mandat może wynieść do 500 zł, a w razie odmowy sprawa trafia do sądu.